fhgsddgfhjdfcghhfgxgxcvf

wtorek, 19 września 2017

O co chodzi w tej sztuce współczesnej?

Tym razem wyjątkowo wpis teoretyczny. Jednak nadal związany nieco z tematyką bloga. O czym?

Otóż o sztuce. Chciałabym poruszyć temat tzw. „sztuki współczesnej”. Określeniem tym można nazwać wszystko to, co tworzone jest w dzisiejszych czasach, niezależnie od stylu i techniki. Najczęściej jednak to pojęcie jest kojarzone jest z kierunkami powstałymi w XX wieku, które to drastycznie różniły się od wszystkiego co znano wcześniej.

Być może zdarza się wam, że trafiacie gdzieś na przykłady dzieł sztuki, które są dla was kompletnie niezrozumiałe, sprawiają, że nie wiecie, czy się śmiać czy płakać i jedyną słuszną reakcją wydaje się być „WTF?!” A potem zadajecie sobie egzystencjalne pytanie „Dlaczego? Dlaczego ktokolwiek uznał to za sztukę?”

Najkrótsza odpowiedź brzmi: Ponieważ ktoś uznał to za sztukę. No serio. Tak to działa i wbrew pozorom jest to całkiem sensowne. Jeżeli ktoś obeznany w temacie coś stworzy i nazwie to sztuką oraz znajdzie się dużo ludzi, którzy go docenią i podzielą jego zdanie, to jest to sztuka. I tyle. Nikt nikomu nie da zakazu nazywania swojej twórczości sztuką i nikt nikomu nie zabroni zachwycania się tym. Jeśli jednak najkrótsza odpowiedź was nie satysfakcjonuje, to spróbuję nieco bardziej rozwinąć temat.

Podstawowy problem ze sztuką jest taki, że trudno ją jakkolwiek zdefiniować. Nawet nasza rodzima Wikipedia podaje z dziesięć różnych definicji (a to i tak nie wszystkie). Ważne jest żeby zrozumieć, że gdy ktoś pokazuje wam „jakieś niezrozumiałe coś” i mówi, wbrew waszemu rozsądkowi, że to jest sztuka, to wcale nie dlatego, że to jest takie głębokie i ma wartość, której wy maluczcy nie potraficie dostrzec. Ani też nie dlatego, że ktoś chce was zrobić w konia i zarobić miliony na waszej naiwności niskim kosztem. Nieporozumienie wynika raczej z tego, że ta osoba ma zupełnie inne pojęcie tego, czym sztuka w ogóle jest i zupełnie inne oczekiwania wobec niej. Ktoś ma inną niż wy definicję sztuki. Albo też po prostu inny gust.

Ktoś mógłby powiedzieć, że sztuka musi być piękna. Ale przecież piękno to pojęcie względne i nie można nikomu narzucać, co ma mu się podobać, a co nie. Poza tym czy wszystko co „niepiękne” jest z automatu bezwartościowe, nawet jeśli niesie w sobie mnóstwo treści?

Ktoś inny powie, że sztuka musi budzić emocje. Ale znowu – emocje są względne. To samo dzieło u jednej osoby wzbudzi uczucia pozytywne, u drugiej negatywne, a u trzeciej tylko obojętność. Poza tym wiele jest rzeczy na świecie, które wywołują w nas emocje, a nikt ich jeszcze sztuką nie nazwał.

A może nie chodzi o emocje odbiorcy tylko artysty? Ale przecież uczucia można wyrażać na wiele innych sposobów. Dlaczego więc jedne formy aktywności nazwiemy sztuką, a inne zwykłą rozrywką?

No to inaczej. Powiedzmy, że sztuka musi naśladować rzeczywistość, przedstawiać coś konkretnego. Ale gdzie miałaby być granica, za którą coś jest „niewystarczająco” realistyczne? Czy ludzik złożony z kilku kresek jest w porządku, bo wiadomo, co przedstawia? Ale już abstrakcja, która cieszy twe oczy i duszę nie zasługuje na miano sztuki? Czy jeśli teraz zrobisz zdjęcie swojego pokoju, to będzie to sztuka lepsza od renesansowych obrazów tylko dlatego, że bardziej niż one przypomina rzeczywistość?

Więc może sztuka powinna pokazywać umiejętności warsztatowe, krótko mówiąc, być „trudna do zrobienia?” Ale dlaczego mamy skreślać coś, co nam się bardzo podoba tylko dlatego, że wykonanie tego nie jest trudne ani skomplikowane? A jeśli ktoś ma genialny pomysł, który każdy głupi byłby w stanie zrealizować, ale mało kto by wymyślił? Poza tym czy każdą czynność wymagającą wielu lat nauki możemy nazwać sztuką, czy jednak ograniczamy się do pewnych dziedzin?

W takim razie może liczy się tylko pomysł, a nie wykonanie? No, ale czy możemy wtedy lekką ręką odrzucić wszystkie piękne i estetyczne obrazy, tylko dlatego, że nie mają w sobie jakichś rewolucyjnych idei? No i czy będziemy usatysfakcjonowani, jeśli zamiast oglądać obrazy będziemy tylko czytać opisy, a resztę będziemy musieli sobie wyobrazić? Bo wiecie, coś takiego już było. Nie wymyślam.

I tak dalej, i tak dalej. Można to ciągnąć jeszcze długo. Czy liczy się zamysł autora, czy interpretacja odbiorcy? Czy jeśli zmienisz tytuł obrazu, to nadal jest tym samym dziełem czy już innym? Czy dziełem jest materialny przedmiot, idea, odczucie czy może wydarzenie? Czy sztuka ma być żywa, chaotyczna i emocjonalna, czy raczej czysta, obiektywna, niewzruszona, matematyczna? A jeśli emocje, to tylko dobre czy może też złe? A jeśli liczą się sztywne zasady, to kto je ustala? Czy dzieło może być właściwie odebrane przez każdego kto na nie spojrzy, czy potrzeba jakiegoś wcześniejszego przygotowania i wiedzy?

Takie pytania (i wiele innych) zadają sobie ludzie, gdy próbują zdefiniować sztukę. Raz na jakiś czas pojawia się ktoś, kto próbuje zanegować wszystkie dotychczasowe sposoby myślenia i proponuje jakąś nową koncepcję, po czym tworzy dzieła mające tę jego koncepcję zobrazować. Znajduje się trochę osób, które zgadzają się z jego poglądem, jakiś krytyk nadaje nowemu nurtowi nazwę i voila! Termin trafia do słowników. Jeśli nowo powstały kierunek się przyjmie i wywrze duży wpływ na kulturę, to artystom, który go zapoczątkowali należy się zaszczytne miejsce w gronie najwybitniejszych twórców. Nie trzeba ich lubić, ale warto wiedzieć dlaczego przeszli do historii i szanować to.

Czasem ktoś pójdzie w swoich rozważaniach bardzo daleko i na końcu stwierdzi, że w sumie to sztuka nie istnieje i wszystko jest bez sensu. Co się wtedy dzieje? Cóż, zostaje to odnotowane... I może przejdzie do historii, a wtedy uczymy się, że był pewien artysta, który np. po trzydziestu latach poszukiwania swojej drogi i testowania różnych stylów uznał, że sztuka nie istnieje i wszystko jest bez sensu. I wszystko toczy się dalej, swoim rytmem i nigdy nie wiadomo co kto jeszcze wymyśli.

I cóż poradzić. Tak to działa. I mimo, że poszczególne kierunki i definicje praktycznie sobie nawzajem zaprzeczają, to historia sztuki łaskawie przygarnia je wszystkie i przekazuje kolejnym pokoleniom, jakby mówiąc: „Masz. Oto cały nasz dotychczasowy dorobek. Zrób z tym co uważasz. Wybierz coś dla siebie. Zdecyduj sam.” I naprawdę nikt nikogo nie zmusza do stwierdzenia, że Słowacki wielkim poetą był i musi nas zachwycać, nawet jeśli nie zachwyca.

A co ja o tym wszystkim myślę? Cóż, nie tworzę sobie żadnych definicji sztuki. Skoro najwięksi myśliciele świata głowili się nad tym, jaki jest sens sztuki, dochodząc nieraz do zupełnie sprzecznych wniosków, to ja tym bardziej nie zamierzam sobie zaprzątać głowy takimi pytaniami. Każdy ma prawo robić co chce - dopóki nie łamie ogólnie przyjętych norm moralnych i wolności innych ludzi (tak, wiem, że takie rzeczy też się zdarzają i nie będę ich nigdy usprawiedliwiać) - i wszyscy mamy prawo sami decydować, co nam się podoba, a co nie.

Jeśli mi się coś nie podoba, to po prostu tego nie oglądam. A jeśli mi się podoba, to nie ma dla mnie znaczenia, czy jest to nazywane sztuką czy nie. Bo wiecie, ja na przykład wolę sobie powiesić na ścianie starą mapę niż reprodukcję jakiegoś słynnego awangardowego dzieła. I nikt mi tego nie zabroni. Ani nie wyrzuci z ASP za niegodne reprezentowanie uczelni... no, mam nadzieję. :D

P.S. Większość wpisu powstała w lipcu, zaraz po zdaniu ostatnich egzaminów z historii sztuki. Miałam go wstawić wcześniej, ale... zapomniałam.

piątek, 1 września 2017

Pali się! + rysunki

Hej hej

Chciałabym bardzo zaprezentować tu wydrukowaną i oprawioną wersję książki dla dzieci, którą robiłam na zaliczenie semestru. Niestety na razie nie będzie to możliwe, więc muszę poprzestać na wersji cyfrowej. Jakby ktoś miał wątpliwości, te pomarańczowe, kraciaste strony to wyklejka. Celem było spójne połączenie ilustracji i typografii, dodatkowo chciałam, żeby wyglądało to trochę retro.




























Poza tym jeszcze kilka rysunków postaci z mojej nieistniejącej książki. Jest to bliźniacze rodzeństwo, więc starałam się oddać pewne podobieństwo (widać?). Nadal gdzieś szukam metodą prób i błędów tego najlepszego sposobu na ich narysowanie i jeszcze nie jestem w tej kwestii zupełnie zdecydowana. Pewnie jeszcze się kiedyś pojawią, więc dla orientacji dodam, że siostra nazywa się Ren Aerel, a brat Cadian Aerel (czasem nazywany Cadmy, ale trudno mi na blogu wytłumaczyć, skąd to zdrobnienie xD). Pojawił się on już kiedyś na tej oto grafice: LINK
Planowałam też zrobić taką samą grafikę z Ren, ale odsunęłam to planach na kiedy indziej, bo wyszedł mi całkiem satysfakcjonujący rysunek węglem. Bardziej szkicowy, ale stylistyka trochę podobna. Format coś ok. A3, choć nie dokładnie.

No i jeszcze kilka szkiców: 

P.S. Od dłuższego czasu robię jednocześnie trzy grafiki i jakoś nie żadnej nie mogę skończyć.